To, czego dowiesz się z tego artykułu o clickbaitach, jest szokujące!

Spis Treści:

Skoro czytasz ten tekst, to znaczy, że sam tytuł skusił Cię na tyle, że chciałeś koniecznie poznać dalszą część tego artykułu. Tak! Uciekłam się do tej nielubianej metody, aby Cię tu zwabić. Tym samym nie muszę Ci już tłumaczyć, co oznacza słowo clickbait, bo dzięki tej sprytnej manipulacji właśnie doświadczyłeś go na własnej skórze. Tytuł spełnił swoje zadanie, bo rozbudził w Tobie ciekawość na tyle, że kliknąłeś i oto jesteś tutaj. Wprawdzie nie zaserwuję Ci szokujących informacji na temat clickbaitów, ale jeżeli przeczytasz ten artykuł do końca, to z pewnością otrzymasz garść ciekawych informacji na ich temat. Zapraszam Cię więc do lektury.

Czym jest clickbait?

Skoro ciekawość pchnęła Cię do zapoznania się z treścią tego artykułu, to oznacza, że rozumiesz już, jak działa clickbait. Jest to zlepek dwóch angielskich słów: „click” – oznaczające kliknięcie oraz „bait” oznaczające przynętę.

Mianem clickbaitu określa się zjawisko internetowe, które polega na takim tworzeniu tytułów bądź miniaturek, które przesadnie wyolbrzymiają faktyczną treść danego artykułu, aby wzbudzić ciekawość czytelnika, a tym samym zmusić go do kliknięcia i zapoznania się z jego treścią.

Właśnie tę metodę wykorzystałam, tworząc tytuł mojego artykułu. Ale zabieg ten stosowany jest w całym świecie internetowym. Często w tytułach sugeruje się niewiarygodne i nieoczekiwane wydarzenia albo obiecuje się sensacyjne wiadomości, podając przy tym tylko strzępki informacji, by zaszokować czytelnika, a tym samym rozbudzić jego ciekawość i wymusić określone działanie.

Po co komu clickbaity?

Clickbaity stały się swego rodzaju fenomenem naszych czasów. Choć w zasadzie nie są one przecież niczym nowym. Jest to przestarzała forma reklamy, która przedostała się do wirtualnego świata. Takie formy komunikacji były już stosowane w ostatnich dziesięcioleciach, szczególnie w czasopismach drukowanych czy w brukowcach. Ale dziś dzięki Internetowi clickbaiting zyskał drugie życie. Nie trzeba długo szukać, by każdego dnia zupełnie przypadkiem, trafić na dwa, trzy przykłady.

Zastanawiające jest jednak to, że choć prawie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że ten krzykliwy tytuł zazwyczaj nie idzie w parze z szokującą treścią samego artykułu, jednak pokusa kliknięcia jest większa. Cała ich magia opiera się bowiem na budzeniu w odbiorcy tzw. luki informacyjnej.

Szokujące nagłówki w przeważającej ich części nie mówią w zasadzie nic konkretnego, ponieważ budowane są na zasadzie ogólników, których celem jest jedynie pobudzić ciekawość. Czytając taki krzykliwy nagłówek, w czytelniku rodzi się ekscytacja i nieodparte pragnienie zaspokojenia swojej ciekawości, którą rozbudziła właśnie ta niepełna, niekompletna, ale zarazem szokująca informacja zawarta w tytule.

O nieodpartej chęci zaspokojenia tej luki informacyjnej wspominają w swoich książkach Dariusz Puzyrkiewicz, a także Artur Jabłoński. Rozbudzanie emocji poprzez stosowanie niedopowiedzeń, wymusza na odbiorcy określone działanie, którym jest kliknięcie w artykuł, co z kolei przyczynia się do wzrostu liczby odsłon danego artykułu. I tu wchodzimy w sferę marketingu.

Celem clickbaitingu jest bowiem monetyzacja danych treści. Jeżeli dany twórca chce zarabiać na swojej stronie internetowej lub na prowadzeniu bloga, potrzebuje dużej liczby kliknięć oraz sporego ruchu na stronie, aby odpowiednio wysoko sprzedawać powierzchnię reklamową. Stosując metodę clickbaitingu, zwiększa więc swoją szansę na rozszerzenie swoich zasięgów, co jest gwarancją wyższych zarobków.

 

Dwie ścieżki budowania swojego contentu. Czy jest to sprawa etyki?

Nie ma w tym nic dziwnego, że osoba, zakładając stronę internetową, bloga czy kanał na YouTube, oczekuje jak największej liczby odsłon. Cały szkopuł jednak leży w tym, w jaki sposób osiągnąć zamierzony cel, zyskać sporą liczbę odbiorców, a tym samym dobrze zarabiać na swojej pasji. I tu przed twórcami otwierają się dwie drogi.

  • Pierwszą ścieżką podąża taki twórca, który chce osiągnąć swój cel poprzez wytrwałą pracę nad oferowanymi treściami. Proponuje swoim odbiorcom tylko wartościowy content, przykłada się z pieczołowitością do tego, co tworzy. Dbając o każdy szczegół, o odpowiedni układ treści, który jest przejrzysty i przystępny dla odbiorcy, starannie dobiera tematy, które przygotowuje w sposób fachowy. Oferowane treści przedstawia w sposób ciekawy, oryginalny i z pomysłem. Wybór takiej drogi wymaga wytrwałości, a przede wszystkim cierpliwości. Na sukces będzie trzeba poczekać. Ale zawsze może przyjść pokusa, by wybrać drogę szybszą, na skróty.
  • Tę drugą ścieżkę obierają ci twórcy, których celem jest szybkie osiągnięcie jak największej liczby odbiorców. Wykorzystując sensację, krzykliwe tytuły, oferując jedynie clickbaity, zwiększają ruch na stronie, niekoniecznie oferując odbiorcy wartościowe treści. Skandale zawsze się sprzedawały i tak już pozostanie. Używanie tytułów w formie clickbaitów pozwala takiemu twórcy na szybkie zwrócenie na siebie uwagi.

Nie można stwierdzać, czy któraś z tych dróg jest dobra, a któraś zła. Cały problem tkwi w tym, czego dany twórca oczekuje od swojej internetowej kariery. I chyba właśnie takie pytanie należy sobie zadać, zaczynając swoją przygodę w sieci. Czy naszym celem jest stworzenie wartościowej strony, która dzięki kompetentnym informacjom i ciekawym teściom zyska grono oddanych czytelników? Czy celem jest tylko szybki rozgłos, który jest możliwy dzięki budowaniu swojego contentu na sensacji?

Obecnie także wśród dziennikarzy toczą się na ten temat dyskusje. Sprawa clickbaitów jest bowiem dość kontrowersyjna. Wielu dziennikarzy uważa ten sposób zwiększania liczby czytelników za nieetyczny. Metoda ta określana jest mianem nieczystej zagrywki, którą przypisuje się jedynie gazetom niskich lotów i brukowcom.

Przegląd metod clickbaitowych

Sposobów, by złapać czytelnika w sidła nęcącego nagłówka, jest naprawdę wiele. Wśród wszystkich napotkanych tytułów clickbaitowych powtarzają się jednak pewne formy, które bazują na podobnych schematach. Często metody ich konstruowania są zbliżone również dlatego, że tworzone są przy użyciu takich samych językowych narzędzi. Poniżej znajdziesz tylko niektóre sposoby budowania tytułów clickbaitowych:

Wykorzystywanie skandalu wokół znanych osób

To najprostszy sposób żerowania na emocjach odbiorcy. Nagłówki odwołujące się do skandali mogą wzbudzać pozytywne bądź negatywne emocje. Bez względu jednak na to, w którą czułą stronę czytelnika uderzają, odwołanie się do emocji zawsze przynosi skutek. Tego typu nagłówki zazwyczaj poruszają albo kontrowersyjne tematy, albo przywołują skandal wokół jakieś znanej osoby, sugerując, że dopuściły się jakiegoś niestosownego zachowania.

Przykładem może być tytuł: Nawet papież to robi!”. Wprowadzenie osoby, która stanowi autorytet, w połączeniu z niedwuznaczną luką informacyjną „TO” oraz sugerowanie czegoś niestosownego „to robi”, bazuje na skandalu i ciekawości odbiorcy, który będzie chciał koniecznie odkryć tę „wstydliwą” i kompromitującą tajemnicę.

Skandal musi oczywiście dotyczyć osób znanych i budzących ciekawość wśród ludzi. Tego typu przykładem jest para książęca Kate i Williama. Tytuł sugerujący wyjawienie sekretu przez członków rodziny królewskiej, zawsze wzbudza emocje i ciekawość, np. Niesamowite, jaki sekret zdradził William”.

Wiadomość nacechowana emocjonalnie

Dobrze klikane są także treści, które niosą silny ładunek emocjonalny, wzmocniony dodatkowo wykrzyknikiem. W tym celu używa się emocjonalnych słów takich jak np. mocne przymiotniki, słowa budzące przerażenie, albo takie, które rozdzierają serce. Przykładem może być tytuł: Ta historia jest niesamowita! To, co tu się dzieje, jest szokujące!”, Mój Boże! Ten film jest niesamowity!”.

Nieoczekiwane wydarzenie

Zabieg ten polega na zasugerowaniu czytelnikowi, że jakiemuś zwykłemu człowiekowi przydarzyło się coś naprawdę niewiarygodnego. Jeżeli doda się do tego niedopowiedzenie, wtedy sukces jest gwarantowany. Przykładem może być nagłówek Ten mężczyzna szedł i nagle stało się coś niemożliwego…lub inny: To była normalna kobieta, ale to, co się wydarzyło, wprawiło wszystkich w osłupienielub To, co się tu dzieje, jest szokujące!”.

Stosowanie konkretnych liczb

Silnie clickbaitowe są również tytuły pisane w formie rankingów czy list. W tym celu wykorzystuje się konkretne liczby, których zadaniem jest poddawanie wymienionych zjawisk klasyfikacji, np. 10 najlepszych dietlub „Numer 6 sprawi, że będziesz płakał”.

Zwrot do grupy odbiorców

Budowanie wspólnoty z odbiorcą także należy do chwytliwych tytułów. Polega on na sugerowaniu czytelnikowi, że należy do danej grupy szczęśliwców i że dany komunikat skierowany jest właśnie do niego. Taki zabieg również podnosi liczbę odsłon danego artykuły. Wystarczy przytoczyć przykład: Idealne rozwiązanie dla mam z dziećmi, „Z tego korzystają tylko osoby, które…”.

Wezwanie do podjęcia konkretnego działania

Innym sposobem, aby zmusić czytelnika do kliknięcia danego artykułu, są nagłówki tworzone w formie bezpośredniego rozkazu i wezwania do podjęcia określonej czynności, np. „przeczytaj teraz, „nie powinieneś tego przegapić pod żadnym pozorem.

Porady, wskazówki i triki przynoszące niesamowite efekty

Tego typu komunikaty najczęściej stosowane są w artykułach opisujących jakąś dietę, ale nie tylko. Sugeruje się czytelnikowi, iż osoba mówiąca jest ekspertem, który oferuje odbiorcy jakiś eliksir, złoty środek, albo niezawodny sposób na rozwiązanie jakiegoś problemu, czy nękających go zmartwień. W ten sposób uderza się w ukryte potrzeby odbiorcy, podając mu niezawodny sposób na uporanie się z danym problemem. Przykładem mogą być: Niesamowite jak będziesz wyglądał, gdy spróbujesz tej diety, Dzięki temu zapomnisz o… lub Proste triki na ….

Wykorzystanie tzw. metody cliffhanger

To pojęcie zaczerpnięte z języka angielskiego, można przetłumaczyć jako „zawieszenie akcji”. Jest to metoda najczęściej stosowana w serialach telewizyjnych. Zabieg ten dotyczy ostatniego odcinka danej serii i polega na celowym przerwaniu jakiejś emocjonującej i pełnej napięcia sceny. Przy pomocy takiego zabiegu, który wykorzystuje niedopowiedzenie czy ukazuje jakąś dwuznaczną sytuację albo niejasną scenę, która sugeruje np. śmierć bohatera, wzbudza się ciekawość odbiorcy.

Każdy wierny widz danego serialu będzie przecież z niecierpliwością wyczekiwał kolejnych odcinków, by poznać dalsze losy bohaterów. W tytułach clickbaitowych bardzo często stosuje tego typu zabiegi, poprzez konstruowanie danego tekstu w sposób ogólnikowy, niejasny, a nieraz nawet przerywa się daną myśl, by ciekawość czytelnika zmusiła go do kliknięcia i zapoznania się z dalszy częścią artykułu. Przykładem może być: Nigdy nie zgadniesz, z kim sfotografował się Barack Obama…, Była zupełnie normalną kobietą, ale później stało się to…”.

Zadawanie czytelnikowi pytania

Bardzo popularnym sposobem na wymuszenie clickbaitu jest zadawanie czytelnikowi konkretnego pytania o jego wiedzę na jakiś temat. W ten sposób wciąga się odbiorcę do podjęcia dialogu z tekstem. Delikatnie sugeruje mu się, że posiada jakąś lukę w informacjach na dany temat i podaje mu się artykuł jako antidotum na tę niewiedzę. Przykładem są tytuły: Czy wiedziałeś dlaczego…? lub Czy wiesz, że…?”.

Czy istnieje pojęcie dobrego i złego clickbaitu?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Aby jednak odnaleźć rozstrzygnięcie tego problemu, należy sobie wpierw wyjaśnić, co rozumie się przez pojęcie „dobrego” i „złego” clickbaitu.

Ben Smith, amerykański dziennikarz, podaje definicję clickbaitu, określając tym mianem „artykuł, który nie daje tego, co obiecywał w tytule”.

W takim rozumieniu złym clickbaitem będą te teksty, które swoim tytułem zwodzą jedynie czytelnika, sugerując mu, że w danym artykule przeczyta coś niesamowitego, jednak jest to tylko wymuszenie określonej czynności, która sprowadza się do kliknięcia na dany tekst, aby jego twórca osiągnął z tego korzyść. Czytelnik, u którego w ten sposób  rozbudzono ciekawość, gdy uświadamia sobie, że nie otrzymał odpowiedzi na interesujący go temat, odczuwa jedynie rozczarowanie.

Jednak nie można wykluczyć także opcji, że jakiś twórca proponuje naprawdę ciekawe treści i podaje w swoich tekstach wyczerpujące informacje, ale również skorzysta z formuły clickbaitowej, aby zwrócić uwagę na swój artykuł. Idąc takim tokiem myślenia, dobrym clickbaitem nazwać można więc taki tekst, który zachęcił odbiorcę przez zastosowanie szokującego tytułu, ale czytelnik ten otrzymał informację, którą zasugerował mu krzykliwy nagłówek.

Problem tkwi w tym, jak rozróżnić dobry tytuł clickbaitowy od tego złego? Nie jest to możliwe. Choć wielu z nas nie lubi być zwodzonymi w ten sposób i nie lubi pustego nabijania komuś wyświetleń, jednak rozpoznanie dobrego clickbaitu po samym jego tytule jest niemożliwe.

Obojętnie jaka zasada przyświeca twórcy, konstrukcja obu rodzajów tytułów bazuje bowiem na podobnych technikach. Niektórzy twórcy są jednak świadomi stosowania takich nieczystych taktyk, więc z obawy, aby ich film lub tekst nie został potraktowany jak clickbait, dodają w opisie nagłówka stosowną informację, typu: (To nie clickbait!). Może rzeczywiście jest to jakiś wyjście z opresji.

Podsumowanie:

  • Mianem clickbaitu określa się zjawisko internetowe, które polega na tworzeniu tytułów, które wyolbrzymiają faktyczna treść artykułu.
  • Metody clickbaitowe stosuje się w celu rozbudzenia ciekawości czytelnika i tym samym skłonienia go do zapoznania się z treścią danego artykułu.
  • Istnieje wiele technik tworzenia takich krzykliwych nagłówków, a są wśród nich: powoływanie się na skandal z udziałem znanych osób, stosowanie wypowiedzeń silnie emocjonalnych, opis jakiegoś niewiarygodnego wydarzenia z udziałem zwykłych ludzi czy też nagłówki w formie wskazówek, trików przynoszących jakieś efekty. Często stosuje się także metodę cliffhanger, która polega na niedopowiedzeniu jakieś myśli do końca.
  • Clickbaity, choć są swego rodzaju fenomenem, budzą także sporo kontrowersji i utożsamiane są z tekstami niskich lotów i z czasopismami brukowymi.

Oceń artykuł:

Średnia ocena: 5

Daria Simon

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. W czasie studiów odkryła swoją miłość do językoznawstwa, dlatego właśnie tej dziedzinie poświęciła swoją pracę magisterką, analizując budowę językowo-stylistyczną sloganów wyborczych. Minęło sporo lat, okraszonych garścią cennych doświadczeń, aby wreszcie zrozumieć, że to w pisaniu realizuje siebie najpełniej. Od dzieciństwa zafascynowana magicznym światem opery, choć jej muzyczną miłością pozostaje Falco. Ukochanym miastem jest Wiedeń, w którym czuje się jak w domu. Jeżeli podróżuje, to głównie śladami swoich idoli, najpierw zgłębiając ich biografię, by później odwiedzać zakątki związane z ich życiem. W wolnych chwilach amatorsko tłumaczy teksty na język niemiecki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Baza Wiedzy

Ostatnio na blogu

14.09.2021 Marketing
13.09.2021 Marketing
10.09.2021 E-commerce
09.09.2021 Marketing
08.09.2021 Marketing
07.09.2021 Marketing
06.09.2021 Content Marketing
04.09.2021 Marketing

Profesjonalne teksty biznesowe

Zamów treści

Zbuduj karierę z Content Writer

Sprawdź oferty pracy